• Wpisów:5
  • Średnio co: 148 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 18:09
  • Licznik odwiedzin:2 226 / 891 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie wiem, od czego zacząć. Znowu zawaliłam. A dopiero co wam pisałam, jak super mi idzie.
Dosłownie rzuciłam się na jedzenie jak opętana. Nawet nie czułam jego smaku. To nie jest tak, jak ja czytam na forach, gdzie dziewczyny piszą, że miały "napad", czyli zjadły słodką bułkę i popiły ją sokiem. U mnie to wygląda... Szkoda gadać.
Zauważyłam, że przez te kilka dni gdy jadłam w miarę zdrowo, czułam się o wiele lepiej. Byłam pogodniejsza, milsza. Teraz jestem agresywna, wszystko mnie wkurza i nie mam ochoty na rozmowę z nikim.
Naprawdę chcę z tym skończyć. Moja waga już mi zwisa. Boli mnie tylko to, że to przecież choroba psychiczna, bliska siostra anoreksji i bulimii. Aż boję się pomyśleć, jak mój organizm musi wyglądać od środka. Papierosy nas wyniszczają, niezdrowe żarcie też. Zresztą, nie to że niezdrowe, ale w jakich ilościach! Jeszcze trochę i moje nerki i wątroba pewnie padną... No i jeszcze jedno, najgorsze. Jak tak dalej pójdzie, skończę z cukrzycą.
Muszę się wziąć za siebie. Bo przecież w tej chwili zabijam samą siebie.

Moje postanowienia, do odwołania:
1. Zero napadów! Umieć panować nad jedzeniem. Jeżeli zjem coś niezdrowego, to nie jem jeszcze więcej, "bo i tak już zawaliłam cały dzień"
2. Kalorie 1700-1800/dzień. Nie mam zbytnio ochoty znowu bawić się w to całe liczenie kalorii, ale chyba nie mam wyjścia. Dałam sobie szansę, by jeść normalnie, ale jak widzę nie potrafię się sama kontrolować.
3. Ograniczyć pieczywo.
4. Pozwalać sobie na 1 niezdrową rzecz dziennie.
5. Ćwiczyć min. 3 razy w tygodniu, w pozostałe dni przynajmniej wyjść na rower/deskę lub spacer.

Z innych:
6. Pisać codziennie albo co 2 dni na blogu, jak mi idzie + prowadzić kalendarzyk, w którym będę to wszystko odhaczać.
7. Codziennie wieczorem wykonywać masaż twarzy.
8. Codziennie używać balsamu wyszczuplającego.
9. Codziennie czytać książkę.
10. NIE PODDAĆ SIĘ!





 

 
Cześć cześć
Jakieś 3 tygodnie temu byłam w Ikei. Kupiłam tam lampę i kilka innych pierdół. Od początku wiedziałam, że muszę się uzbroić w cierpliwość jeżeli chodzi o jej powieszenie. Robota tylko na pół godziny, a mój tata odwlekał ją w nieskończoność. Ach, faceci


Drugą kwestią jest Oriflame. Jako stały klient mam duże zniczki + aktualna wyprzedaż, co skutkowało np. zmianą ceny tuszu z 40 na 15



maseczki

chłodzący krem-żel pod oczy. zdążyłam go już raz użyć i muszę wam powiedzieć, że jestem zachwycona!

no i oczywiście coś na moje udziska...
  • awatar amsisley: czekam na recenzje tego na uda i tuszu, też jestem konsultantką (uzależnioną) od Oriflame :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Od 8 godzin nadrabiam zaległości z biologii. Masakra jakaś... Ale jak się nie uzupełnia na bieżąco zeszytów, to wychodzi, jak wychodzi. Jest po 22, a mnie jeszcze czeka wypracowanie z polskiego... Pomódlcie się za mnie
 

 
Wczoraj obejrzałam film koreański "My PS Partner". Polecam bez wahania A końcowa "ballada" o majtkach zwaliła mnie z nóg

Teraz natomiast siedzę na youtubie i oglądam vlogi, głównie o weganizmie. Z czystej ciekawości, bo ja bym nie dała rady tak się odżywiać.

Wczoraj zauważyłam pewną rzecz. Miałam ochotę na coś słodkiego, więc to po prostu zjadłam. Bez wyrzutów sumienia. I na tym poprzestałam. Nie pochłonęłam później całej lodówki "bo i tak już zawaliłam cały dzień, od jutra dieta 100%". Niektórym to może wydawać się dziwne, ale zrozumieją to tylko ci, co przez to przechodzili I jestem z siebie kurewsko dumna. Może jeszcze mam szansę na wyjście z tego obłędu.


Truskawkiiiii <3 Ciekawe, czy w tym roku w ogóle będą te nasze, polskie, a nie z Hiszpanii czy Bóg wie skąd, bo patrząc na tę pogodę...
 

 
Okej.
Zaczynam od nowa.

Możecie mnie kojarzyć ze starego bloga. Postanowiłam jednak założyć nowego, by w symboliczny sposób odciąć się od przeszłości.
Mówiąc to mam na myśli problemy z odżywianiem. Zaczęło się niewinnie od zwiększenia liczby jedzonych owoców, "by było zdrowiej", a skończyło się na klęczeniu nad kiblem. W wiadomym celu.
Do dnia dzisiejszego walczę sama ze sobą. Trwa to od prawie 2 lat. Przeszłam już chyba wszystko. Jedzenie 50 kalorii dziennie, wywoływanie wymiotów, obsesyjne liczenie kalorii. Na wakacjach "mojego życia" zamiast pływać w basenie leżałam na leżaku z telefonem w dłoni i otwartą aplikacją do liczenia kalorii. Mój jadłospis wypełniał cały mój umysł, teraz jak na to patrzę to właściwie nic nie pamiętam z tych wakacji poza właśnie tym liczeniem.
Aktualnie popadłam w kompulsywne objadanie. To jak bulimia, tylko bez wymiotów. I zgadnijcie co? To, na co tak ciężko pracowałam i na co zmarnowałam prawie 2 lata swojego życia poszły w niepamięć. Kilogramy wróciły, magicznie się rozmnażając.
Mam obsesję. Ciągle myślę o jedzeniu. Ucząc się, rozmawiając z kimś, czytając książkę. Ciągle. Jestem tego świadoma. I dlatego chcę to zmienić, zanim będzie za późno.

Tak więc, zaczynam od nowa. Załóżmy, że z czystym kontem. Trzymajcie kciuki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›